Za długi do aresztu? Kogo może spotkać taki los?

Zagłosuj

Jeśli już znajdziemy się w tak zwanej pętli zadłużenia borykamy się z przeróżnymi problemami. Nasz stan psychiczny i fizyczny jest oraz gorszy. Obawiamy się otworzyć drzwi słysząc pukanie, nie odbieramy połączeń telefonicznych z obcych numerów. To trudny czas. A co gorsza coraz rzadziej widzimy światełko w tunelu. Komornicy i windykatorzy – w momencie, gdy kontakt z nami jest utrudniony, bo np. zaczynamy się izolować od otoczenia – rzadko wyciągają do nas pomocną dłoń, a wręcz odwrotnie często próbują nas zastraszyć.

Ich celem jest jedynie skuteczna egzekucja, nie obchodzi ich nasze samopoczucie. Zdarza się, że straszą nas pozbawieniem wolności za długi. Czy jest taka możliwość? Takie działanie ze strony funkcjonariuszy jest bezprawne. Jeśli nasze zadłużenie wynika z zaciągnięcia typowych zobowiązań i ze zwykłych problemów z płynnością finansową, przez którą nie jesteśmy w stanie uregulować zaległości – nie grozi nam pozbawienie wolności. Inaczej sprawy się mają, jeśli wyłudziliśmy zobowiązanie na podstawie sfałszowanych zaświadczeń, nieprawdziwych oświadczeń, czy jeśli nasze zadłużenie wynika z nieuregulowanej renty alimentacyjnej.

Jak trafić do zakładu karnego za długi? Oto kilka wskazówek

Twierdzenie „odsiadka za długi” daje do myślenia. Wyobrażenie przebywania 24h na dobę z obcymi ludźmi na kilku metrach kwadratowych, bez możliwości opuszczenia pomieszczenia w dowolnym czasie, kraty w oknach bez wątpienia może wywołać omdlenie i zawroty głowy. Czy każdy dłużnik musi trafić do więzienia?

Dużo zależy od tego, w jaki sposób stał się dłużnikiem, od jego postawy i chęci współpracy z windykacją czy egzekucją. Jeśli w trakcie zaciągania zobowiązania nie doszło do popełnienia przestępstw takiego jak oszustwo, wyłudzenie itp., a nasz problem ze spłatą zadłużenia wynika ze zdarzeń losowych, tj. np. utrata pracy, kłopoty zdrowotne i in. jednak wykazujemy wolę współpracy z windykacją – nie musimy się obawiać, że spędzimy część swojego życia w ciasnej celi. To, kto może trafić za kraty?

Ukrywanie majątku przed egzekucją może być powodem trafienia do więzienia. Dłużnik zwykle spodziewa się prędzej czy później wizyty komornika czy windykatora. Niektórym może się wydawać, że będzie szybszy od egzekucji i wykiwa funkcjonariuszy ukrywając swoje dobra. Często zdarza się, że jeszcze przed wszczęciem postępowania egzekucyjnego, dłużnik ukrywa majątek ruchomy i nieruchomy, sprzedając, go, przekazując w formie darowizny, bądź przepisując na innych. Można też się spotkać z niszczeniem mienia już zajętego przez windykatora czy komornika.

Takie postępowanie może go kosztować do trzech lat pozbawienia wolności. Natomiast, gdy dłużnik utrudnia w podobny sposób wykonanie orzeczenia sądowego, bądź innej orzeczonej egzekucji może trafić za kraty nawet na pięć lat. Także może warto się zastanowić, czy te dobra materialne są warte tego, aby odebrać sobie kilka lat wolności. W tym przypadku z pewnością nie dług wpycha nas za kraty, ale najzwyklejsza nieuczciwość.

Innym nieuczciwym zachowaniem w skutek, którego możemy trafić do więzienia jest w mniemaniu niektórych – niewielkie oszustwo. Tak – część z nas uważa, że to taka drobnostka. Chodzi oczywiście o przedkładanie w banku czy innej instytucji pożyczkowej zawyżonych zaświadczeń o dochodach, czy spreparowanych zaświadczeń o zatrudnieniu. Niestety takie posunięcie może nam się w ogóle nie opłacać. Po pierwsze w czasie weryfikacji naszej zdolności kredytowej przez bank czy firmę pożyczkową, to drobne kłamstewko może wyjść na jaw, po wtóre, jeśli nawet uda nam się uzyskać wyższą kwotę pożyczki czy kredytu na skutek, co by nie mówić oszustwa, możemy się nieco przeliczyć i niestety nie będzie nas stać na spłatę tego zobowiązania.

Nawet miesięczna rata może nas przytłoczyć w taki sposób, że nie będziemy w stanie się z tego dźwignąć. Czy to drobne kłamstewko się opłaca? Oceńmy sami. W takim przypadku, jeśli, zostaniemy przyłapani na przedłożeniu nieprawdziwych oświadczeń w banku czy firmie pożyczkowej w celu wyłudzenia pożyczki, nie pomoże nam spłaca całego zobowiązania wraz z odsetkami. Sprawa nie zostanie umorzona.

Wręcz przeciwnie dotyczy on wprowadzenia w błąd osoby, w skutek, którego osoba ta niekorzystanie rozporządziła swoim bądź cudzym mieniem. Takie postępowanie może nas kosztować aż 8 lat pozbawienia wolności. Jeśli natomiast przerobiliśmy, sfałszowaliśmy dokumenty na podstawie, których otrzymaliśmy pożyczkę czy kredyt, bez znaczenia czy w banku czy firmie pożyczkowej, możemy zacząć się obawiać. Za takie przewinienie grozi nam pięć lat pozbawienia wolności.

Inną drogą, która z pewnością może nas zaprowadzić prosto za kraty, będzie takie celowe działanie, na podstawie, którego zaciągamy pożyczkę, której de facto nie mamy zamiaru spłacić w całości czy też częściowo. Tu założenie jest takie, że pożyczkobiorca od początku działa w złej wierze, czyli takie działanie jest traktowane, jako zwykłe, wyrachowane oszustwo.

Tak zwani alimenciarze, to kolejna grupa dłużników, którzy spełniają wszystkie przesłanki do tego, aby trafić do więzienia. To jest dość specyficzna grupa dłużników, ich zobowiązanie nie ulega przedawnieniu, ani umorzeniu. Wystarczy zaledwie trzy miesiące nieregulowania zobowiązania, żeby trafić do więzienia na rok. Dwa lata mogą spędzić w niewoli, gdy w wyniku nie płacenia alimentów wystąpiła trudność w zaspakajaniu podstawowych potrzeb życiowych najbliższych. Ale jest to też grupa, która najłatwiej może wykaraskać się z opałów. Wystarczy, że w ciągu miesiąca od pierwszego przesłuchania uregulują całą zaległość, aby całe postępowanie zostało umorzone.

Za nieuregulowaną kare grzywny również można trafić za kratki. Faktem jest, że tu droga jest nieco dłuższa i kilkuetapowa. Na spłatę grzywny zwykle mamy określony termin, jeśli się z niego nie wywiążemy, i nie posiadamy majątku, z którego moglibyśmy uregulować zobowiązanie, sąd kieruje taką sprawę na posiedzenie i zarządza karę zastępczą w postaci prac społecznych. Na czym to polega?

Sąd kieruje nas do wykonania określonych prac w określonych miejscach, np. prace społeczne. Jeśli wykonamy wskazaną ilość godzin, jaką określi sąd, wówczas nasza kara grzywny zostaje umorzona. Gdy jednak opieramy się bardzo i w spłacie zadłużenia i w wykonaniu prac społecznych, wówczas możemy trafić na kolejne posiedzenie gdzie nasza dotychczasowa kara zostanie zamieniona na areszt. Po odbyciu określonej przez sąd kary, grzywna zostaje anulowana.

Sprawy nie mają się aż tak źle. Jeśli jesteśmy uczciwymi pożyczkobiorcami, nie mamy się, czego obawiać. Jeśli nasze kłopoty ze spłatą wynikają nie z naszej złej woli tylko z przeróżnych zdarzeń losowych i wykazujemy chęć współpracy z windykatorami, nie trafimy do więzienia. Jak się okazuje, za kratki za długi trafiają głównie oszuści i kombinatorzy. Czy warto?

Foto: Shutterstock
Zagłosuj

Jeśli już znajdziemy się w tak zwanej pętli zadłużenia borykamy się z przeróżnymi problemami. Nasz stan psychiczny i fizyczny jest oraz gorszy. Obawiamy się otworzyć drzwi słysząc pukanie, nie odbieramy połączeń telefonicznych z obcych numerów. To trudny czas. A co gorsza coraz rzadziej widzimy światełko w tunelu. Komornicy i windykatorzy – w momencie, gdy kontakt z nami jest utrudniony, bo np. zaczynamy się izolować od otoczenia – rzadko wyciągają do nas pomocną dłoń, a wręcz odwrotnie często próbują nas zastraszyć.

Ich celem jest jedynie skuteczna egzekucja, nie obchodzi ich nasze samopoczucie. Zdarza się, że straszą nas pozbawieniem wolności za długi. Czy jest taka możliwość? Takie działanie ze strony funkcjonariuszy jest bezprawne. Jeśli nasze zadłużenie wynika z zaciągnięcia typowych zobowiązań i ze zwykłych problemów z płynnością finansową, przez którą nie jesteśmy w stanie uregulować zaległości – nie grozi nam pozbawienie wolności. Inaczej sprawy się mają, jeśli wyłudziliśmy zobowiązanie na podstawie sfałszowanych zaświadczeń, nieprawdziwych oświadczeń, czy jeśli nasze zadłużenie wynika z nieuregulowanej renty alimentacyjnej.

Jak trafić do zakładu karnego za długi? Oto kilka wskazówek

Twierdzenie „odsiadka za długi” daje do myślenia. Wyobrażenie przebywania 24h na dobę z obcymi ludźmi na kilku metrach kwadratowych, bez możliwości opuszczenia pomieszczenia w dowolnym czasie, kraty w oknach bez wątpienia może wywołać omdlenie i zawroty głowy. Czy każdy dłużnik musi trafić do więzienia?

Dużo zależy od tego, w jaki sposób stał się dłużnikiem, od jego postawy i chęci współpracy z windykacją czy egzekucją. Jeśli w trakcie zaciągania zobowiązania nie doszło do popełnienia przestępstw takiego jak oszustwo, wyłudzenie itp., a nasz problem ze spłatą zadłużenia wynika ze zdarzeń losowych, tj. np. utrata pracy, kłopoty zdrowotne i in. jednak wykazujemy wolę współpracy z windykacją – nie musimy się obawiać, że spędzimy część swojego życia w ciasnej celi. To, kto może trafić za kraty?

Ukrywanie majątku przed egzekucją może być powodem trafienia do więzienia. Dłużnik zwykle spodziewa się prędzej czy później wizyty komornika czy windykatora. Niektórym może się wydawać, że będzie szybszy od egzekucji i wykiwa funkcjonariuszy ukrywając swoje dobra. Często zdarza się, że jeszcze przed wszczęciem postępowania egzekucyjnego, dłużnik ukrywa majątek ruchomy i nieruchomy, sprzedając, go, przekazując w formie darowizny, bądź przepisując na innych. Można też się spotkać z niszczeniem mienia już zajętego przez windykatora czy komornika.

Takie postępowanie może go kosztować do trzech lat pozbawienia wolności. Natomiast, gdy dłużnik utrudnia w podobny sposób wykonanie orzeczenia sądowego, bądź innej orzeczonej egzekucji może trafić za kraty nawet na pięć lat. Także może warto się zastanowić, czy te dobra materialne są warte tego, aby odebrać sobie kilka lat wolności. W tym przypadku z pewnością nie dług wpycha nas za kraty, ale najzwyklejsza nieuczciwość.

Innym nieuczciwym zachowaniem w skutek, którego możemy trafić do więzienia jest w mniemaniu niektórych – niewielkie oszustwo. Tak – część z nas uważa, że to taka drobnostka. Chodzi oczywiście o przedkładanie w banku czy innej instytucji pożyczkowej zawyżonych zaświadczeń o dochodach, czy spreparowanych zaświadczeń o zatrudnieniu. Niestety takie posunięcie może nam się w ogóle nie opłacać. Po pierwsze w czasie weryfikacji naszej zdolności kredytowej przez bank czy firmę pożyczkową, to drobne kłamstewko może wyjść na jaw, po wtóre, jeśli nawet uda nam się uzyskać wyższą kwotę pożyczki czy kredytu na skutek, co by nie mówić oszustwa, możemy się nieco przeliczyć i niestety nie będzie nas stać na spłatę tego zobowiązania.

Nawet miesięczna rata może nas przytłoczyć w taki sposób, że nie będziemy w stanie się z tego dźwignąć. Czy to drobne kłamstewko się opłaca? Oceńmy sami. W takim przypadku, jeśli, zostaniemy przyłapani na przedłożeniu nieprawdziwych oświadczeń w banku czy firmie pożyczkowej w celu wyłudzenia pożyczki, nie pomoże nam spłaca całego zobowiązania wraz z odsetkami. Sprawa nie zostanie umorzona.

Wręcz przeciwnie dotyczy on wprowadzenia w błąd osoby, w skutek, którego osoba ta niekorzystanie rozporządziła swoim bądź cudzym mieniem. Takie postępowanie może nas kosztować aż 8 lat pozbawienia wolności. Jeśli natomiast przerobiliśmy, sfałszowaliśmy dokumenty na podstawie, których otrzymaliśmy pożyczkę czy kredyt, bez znaczenia czy w banku czy firmie pożyczkowej, możemy zacząć się obawiać. Za takie przewinienie grozi nam pięć lat pozbawienia wolności.

Inną drogą, która z pewnością może nas zaprowadzić prosto za kraty, będzie takie celowe działanie, na podstawie, którego zaciągamy pożyczkę, której de facto nie mamy zamiaru spłacić w całości czy też częściowo. Tu założenie jest takie, że pożyczkobiorca od początku działa w złej wierze, czyli takie działanie jest traktowane, jako zwykłe, wyrachowane oszustwo.

Tak zwani alimenciarze, to kolejna grupa dłużników, którzy spełniają wszystkie przesłanki do tego, aby trafić do więzienia. To jest dość specyficzna grupa dłużników, ich zobowiązanie nie ulega przedawnieniu, ani umorzeniu. Wystarczy zaledwie trzy miesiące nieregulowania zobowiązania, żeby trafić do więzienia na rok. Dwa lata mogą spędzić w niewoli, gdy w wyniku nie płacenia alimentów wystąpiła trudność w zaspakajaniu podstawowych potrzeb życiowych najbliższych. Ale jest to też grupa, która najłatwiej może wykaraskać się z opałów. Wystarczy, że w ciągu miesiąca od pierwszego przesłuchania uregulują całą zaległość, aby całe postępowanie zostało umorzone.

Za nieuregulowaną kare grzywny również można trafić za kratki. Faktem jest, że tu droga jest nieco dłuższa i kilkuetapowa. Na spłatę grzywny zwykle mamy określony termin, jeśli się z niego nie wywiążemy, i nie posiadamy majątku, z którego moglibyśmy uregulować zobowiązanie, sąd kieruje taką sprawę na posiedzenie i zarządza karę zastępczą w postaci prac społecznych. Na czym to polega?

Sąd kieruje nas do wykonania określonych prac w określonych miejscach, np. prace społeczne. Jeśli wykonamy wskazaną ilość godzin, jaką określi sąd, wówczas nasza kara grzywny zostaje umorzona. Gdy jednak opieramy się bardzo i w spłacie zadłużenia i w wykonaniu prac społecznych, wówczas możemy trafić na kolejne posiedzenie gdzie nasza dotychczasowa kara zostanie zamieniona na areszt. Po odbyciu określonej przez sąd kary, grzywna zostaje anulowana.

Sprawy nie mają się aż tak źle. Jeśli jesteśmy uczciwymi pożyczkobiorcami, nie mamy się, czego obawiać. Jeśli nasze kłopoty ze spłatą wynikają nie z naszej złej woli tylko z przeróżnych zdarzeń losowych i wykazujemy chęć współpracy z windykatorami, nie trafimy do więzienia. Jak się okazuje, za kratki za długi trafiają głównie oszuści i kombinatorzy. Czy warto?

Foto: Shutterstock

Dodaj komentarz

error: