Pracownicy skarbówki przeglądają w pracy Facebooka

Zagłosuj

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie instytucje interesują się Twoim profilem na Facebooku? Twoje posty i zdjęcia są dokładnie przeglądane przez banki i firmy pozabankowe, gdy starasz się w którejś z nich o kredyt. Jednak ostatnio coraz głośniej mówi się, że zawartość konta na Facebooku to nieocenione źródło informacji na Twój temat dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Urzędu Skarbowego. Niestety, może stać się to początkiem wielu kłopotów.

Profil dłużnika

W Polsce aż 14 mln obywateli posiada konto na Facebooku, a większość z nich co najmniej raz w tygodniu publikuje w mediach społecznościowych posty, zdjęcia czy komentarze. Ludzie chwalą się podróżami czy spotkaniami ze znajomymi, ale polskie urzędy zainteresowane są przede wszystkim majątkiem, jaki posiadają. A urzędnicy coraz częściej sprawdzają to na Facebooku.

Co Twoje posty mówią o twojej sytuacji finansowej?

Psychologowie społeczni mają pełne ręce roboty, próbując zrozumieć, dlaczego tak chętnie dzielimy się każdym aspektem naszego życia dosłownie z całym wirtualnym światem. Co sprawia, że o naszych posiłkach, wizytach na siłowni, wakacjach i zakupach muszą wiedzieć wszyscy? Dlaczego wraz z powszechnym dostępem do sieci wytworzyła się w nas potrzeba dzielenia się wszystkim z innymi, często zupełnie obcymi ludźmi? Zupełnie rezygnujemy z anonimowości, zapraszając nieznane nam osoby do naszego domu, pracy i życia.

Pokazujemy, jak spędzamy czas z rodziną, w jakim stylu urządziliśmy mieszkanie i jakim autem docieramy do pracy. A wszystkie te na pozór niewinne informacje zdradzają o wiele więcej o naszym poziomie życia, niż życzylibyśmy sobie ujawniać. Zwłaszcza że z dostępu do portali społecznościowych korzystają również państwowi urzędnicy.

Bogacz czy biedak? Facebook prawdę powie…

O prywatność w popularnych mediach społecznościowych powinny zadbać szczególnie te osoby, które zalegają z płatnościami wobec skarbu państwa. Urzędnicy państwowi weryfikują majątek dłużników, bacznie przyglądając się publikacjom na profilach społecznościowych. Chwaląc się na Facebooku dobrami materialnymi, nieświadomie składamy donos na samych siebie do Urzędu Skarbowego. Podejrzenia urzędników wzbudzi nowy samochód czy domek za miastem, nie mówiąc o osobach, które z dumą prezentują zakup luksusowego jachtu. Jeśli w oświadczeniu dla skarbówki stwierdzają, że nie posiadają żadnego majątku i nie mają z czego uregulować zaległości, czekają ich kłopoty.

Egzekucja za jeden wpis

Uzbrojeni w wiedzę na temat wszelkich kosztowności, którymi epatowałeś na facebookowym profilu, urzędnicy Urzędu Skarbowego z pewnością złożą ci wizytę. Bardzo precyzyjnie wyliczą każdy element twojego rzekomo nieistniejącego majątku, który pomoże ci szybko spłacić zaległości wobec państwa. Jeśli tego nie zrobisz, czeka Cię rozprawa w sądzie, a w dalszej kolejności wizyta komornika i egzekucja długu. Twoje posty na Facebooku i innych portalach społecznościowych w zupełności wystarczą do zajęcia twojego majątku, którym tak ochoczo chwaliłeś się w sieci.

Facebook to tylko początek…

Pod lupę urzędników trafiły także portale aukcyjne. Zdarza się bowiem, że dłużnicy starają się ochronić własny majątek przed komorniczą licytacją, wyprzedając na wirtualnych aukcjach należące do nich kosztowności, np. biżuterię. Należy pamiętać, że w internecie nigdy nie jesteśmy w pełni anonimowi, a gdy pozostawione przez nas ślady dotrą do skarbówki, staną się materiałem dowodowym na zatajanie majątku.

„Szyję, piszę, projektuję”…

Freelancer, czyli osoba, która pracuje systematycznie i osiąga regularne dochody, powinna oferować swoje usługi w ramach prowadzenia zarejestrowanej działalności gospodarczej i z tego tytułu odprowadzać składki do ZUS-u i opłacać podatki do US. Niektórzy jednak ulegają pokusie i zamiast dzielić się zyskami z państwem, wolą zatrzymać całość zarobionej kwoty dla siebie. Jeszcze do niedawna jedynym sposobem na wykrycie nieuczciwych wolnych strzelców był donos sąsiadów lub „znajomych” do skarbówki. Dziś większość z nich demaskuje się sama. Portale społecznościowe pełne są ogłoszeń, w których niezarejestrowani „przedsiębiorcy” oferują swoje usługi, a nawet pokazują efekty dotychczasowej pracy.

Pokusa pochwalenia się nowym nabytkiem czy bezpłatne dotarcie do potencjalnych klientów poprzez zamieszczanie ogłoszeń na portalach społecznościowych jest w dzisiejszych czasach ogromna. Jednak zanim klikniesz opcję „opublikuj” dobrze się zastanów, czy na pewno chcesz dzielić się informacją o nowym samochodzie lub egzotycznych wakacjach z urzędnikami państwowymi. W internecie nie dość, że nigdy nie jesteś anonimowy, to na dodatek, raz umieszczone zdjęcie zostanie w sieci na zawsze, nawet jeśli postanowisz je usunąć.

Foto: Pixabay
Zagłosuj

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie instytucje interesują się Twoim profilem na Facebooku? Twoje posty i zdjęcia są dokładnie przeglądane przez banki i firmy pozabankowe, gdy starasz się w którejś z nich o kredyt. Jednak ostatnio coraz głośniej mówi się, że zawartość konta na Facebooku to nieocenione źródło informacji na Twój temat dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Urzędu Skarbowego. Niestety, może stać się to początkiem wielu kłopotów.

Profil dłużnika

W Polsce aż 14 mln obywateli posiada konto na Facebooku, a większość z nich co najmniej raz w tygodniu publikuje w mediach społecznościowych posty, zdjęcia czy komentarze. Ludzie chwalą się podróżami czy spotkaniami ze znajomymi, ale polskie urzędy zainteresowane są przede wszystkim majątkiem, jaki posiadają. A urzędnicy coraz częściej sprawdzają to na Facebooku.

Co Twoje posty mówią o twojej sytuacji finansowej?

Psychologowie społeczni mają pełne ręce roboty, próbując zrozumieć, dlaczego tak chętnie dzielimy się każdym aspektem naszego życia dosłownie z całym wirtualnym światem. Co sprawia, że o naszych posiłkach, wizytach na siłowni, wakacjach i zakupach muszą wiedzieć wszyscy? Dlaczego wraz z powszechnym dostępem do sieci wytworzyła się w nas potrzeba dzielenia się wszystkim z innymi, często zupełnie obcymi ludźmi? Zupełnie rezygnujemy z anonimowości, zapraszając nieznane nam osoby do naszego domu, pracy i życia.

Pokazujemy, jak spędzamy czas z rodziną, w jakim stylu urządziliśmy mieszkanie i jakim autem docieramy do pracy. A wszystkie te na pozór niewinne informacje zdradzają o wiele więcej o naszym poziomie życia, niż życzylibyśmy sobie ujawniać. Zwłaszcza że z dostępu do portali społecznościowych korzystają również państwowi urzędnicy.

Bogacz czy biedak? Facebook prawdę powie…

O prywatność w popularnych mediach społecznościowych powinny zadbać szczególnie te osoby, które zalegają z płatnościami wobec skarbu państwa. Urzędnicy państwowi weryfikują majątek dłużników, bacznie przyglądając się publikacjom na profilach społecznościowych. Chwaląc się na Facebooku dobrami materialnymi, nieświadomie składamy donos na samych siebie do Urzędu Skarbowego. Podejrzenia urzędników wzbudzi nowy samochód czy domek za miastem, nie mówiąc o osobach, które z dumą prezentują zakup luksusowego jachtu. Jeśli w oświadczeniu dla skarbówki stwierdzają, że nie posiadają żadnego majątku i nie mają z czego uregulować zaległości, czekają ich kłopoty.

Egzekucja za jeden wpis

Uzbrojeni w wiedzę na temat wszelkich kosztowności, którymi epatowałeś na facebookowym profilu, urzędnicy Urzędu Skarbowego z pewnością złożą ci wizytę. Bardzo precyzyjnie wyliczą każdy element twojego rzekomo nieistniejącego majątku, który pomoże ci szybko spłacić zaległości wobec państwa. Jeśli tego nie zrobisz, czeka Cię rozprawa w sądzie, a w dalszej kolejności wizyta komornika i egzekucja długu. Twoje posty na Facebooku i innych portalach społecznościowych w zupełności wystarczą do zajęcia twojego majątku, którym tak ochoczo chwaliłeś się w sieci.

Facebook to tylko początek…

Pod lupę urzędników trafiły także portale aukcyjne. Zdarza się bowiem, że dłużnicy starają się ochronić własny majątek przed komorniczą licytacją, wyprzedając na wirtualnych aukcjach należące do nich kosztowności, np. biżuterię. Należy pamiętać, że w internecie nigdy nie jesteśmy w pełni anonimowi, a gdy pozostawione przez nas ślady dotrą do skarbówki, staną się materiałem dowodowym na zatajanie majątku.

„Szyję, piszę, projektuję”…

Freelancer, czyli osoba, która pracuje systematycznie i osiąga regularne dochody, powinna oferować swoje usługi w ramach prowadzenia zarejestrowanej działalności gospodarczej i z tego tytułu odprowadzać składki do ZUS-u i opłacać podatki do US. Niektórzy jednak ulegają pokusie i zamiast dzielić się zyskami z państwem, wolą zatrzymać całość zarobionej kwoty dla siebie. Jeszcze do niedawna jedynym sposobem na wykrycie nieuczciwych wolnych strzelców był donos sąsiadów lub „znajomych” do skarbówki. Dziś większość z nich demaskuje się sama. Portale społecznościowe pełne są ogłoszeń, w których niezarejestrowani „przedsiębiorcy” oferują swoje usługi, a nawet pokazują efekty dotychczasowej pracy.

Pokusa pochwalenia się nowym nabytkiem czy bezpłatne dotarcie do potencjalnych klientów poprzez zamieszczanie ogłoszeń na portalach społecznościowych jest w dzisiejszych czasach ogromna. Jednak zanim klikniesz opcję „opublikuj” dobrze się zastanów, czy na pewno chcesz dzielić się informacją o nowym samochodzie lub egzotycznych wakacjach z urzędnikami państwowymi. W internecie nie dość, że nigdy nie jesteś anonimowy, to na dodatek, raz umieszczone zdjęcie zostanie w sieci na zawsze, nawet jeśli postanowisz je usunąć.

Foto: Pixabay

Dodaj komentarz

error: