Kredyty i inne zobowiązania po rozwodzie

4 min. czytania

W zdrowiu i w chorobie. Na dobre i na złe. Stajemy na ślubnym kobiercu, w tym momencie jesteśmy przekonani, że będzie tak jak sobie przyrzekamy. Życie jednak weryfikuje wszystko. Mijają czasami lata, czasami miesiące i dochodzimy do wniosku, że to jednak nie to. Popadamy w rutynę, być może poznajemy inną, na ten czas bardziej interesującą osobę. Podejmujemy decyzję o rozstaniu. Jeżeli do takiego wniosku dochodzimy obydwoje i rozstajemy się w zgodzie i w porozumieniu, to możemy sobie pogratulować.

Ale takich rozwodów jest chyba jednak niewiele. Zwykle to bardzo trudny czas, nafaszerowany nerwami, negatywnymi emocjami. Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Rozwód został orzeczony, mijają miesiące, a tu niespodzianka – dowiadujemy się, że nasz były czy była ma długi. A co gorsza, nie reguluje ich a wierzyciele chcą je ściągnąć od nas.

Co z tymi długami eksmałżonka?

Mogłoby się wydawać, że sąd rozstrzygnie wszystkie nasze problemy, podzieli wszystko tak jak należy. Tymczasem w sądzie, owszem, na nasz wniosek podzielimy majątek, ale zadłużeniem wynikającym z kredytów, czy zaciągniętych pożyczek przez internet bez zaświadczeń, sąd się nie zajmuje.

Załóżmy, że przed rozwodem zamieszkiwaliśmy w domu, który wspólnymi siłami wybudowaliśmy, oczywiście ze wsparciem kredytowym, zaciągniętym na 25 lat. W chwili rozwodu żona zostaje w domu, mąż bierze samochód i starą kawalerkę. Ale żona nigdy nie pracowała, ma problem ze znalezieniem pracy i nie spłaca rat kredytu.

Bez dwóch zdań były mąż może się spodziewać, że bank będzie się starał ściągnąć dług od niego. To, że eksmąż już nie mieszka w tym domu, absolutnie nie zwalnia go ze spłaty zadłużenia. Raty trzeba regulować i tyle. Mało tego, nawet, gdy mąż spłacałby swoją połowę raty, a żona by się uchylała, i tak mąż zostanie pociągnięty do spłacania również części żony.

Banku nie obchodzi zupełnie nasz rozwód

Podpisaliśmy umowę kredytową, w której obydwoje jesteśmy tak samo zobowiązani do regulowania należności. To dość skomplikowane sytuacje, trudne do przewidzenia, więc ciężko się przed nimi zabezpieczyć.

Z pewnością kwestie majątkowe lepiej podzielić polubownie. Można to zrobić przed notariuszem. To mniej stresująca no i tańsza forma. Polega na spisaniu umowy między małżonkami. W treści jest zawarty wypracowany podział majątku, poprzez wskazanie przedmiotów i ich wartości. Gdyby się okazało, że po podziale majątek jednego z eksmałżonków jest większy, w jednej umowie można też określić sposób rekompensaty dla drugiego.

Co z tym zrobić? Czy jest jakieś wyjście z tej patowej sytuacji?

Co zrobić w takiej sytuacji, gdy opuszczamy nasz dom wybudowany na kredyt i zostają nam tylko raty do spłaty? W takiej sytuacji najkorzystniejszym rozwiązaniem będzie przeniesienie kredytu na małżonka, który w przedmiotowym domu pozostał. W tym celu obydwoje powinni się udać do banku i złożyć stosowny wniosek. To jeszcze nie koniec.

Bank zanim sporządzi aneks do umowy, gruntownie sprawdzi sytuację finansową osoby, na którą miałby być scedowany pozostały dług. Być może ta osoba nie będzie miała tak wysokiej zdolności kredytowej, aby spłacać całość zobowiązania. Gdy ryzyko będzie zbyt duże, wówczas nie mamy, co liczyć na pozbycie się długu. Będziemy płakać i płacić.

A co z innymi długami?

W czasie trwania małżeństwa korzystamy nie tylko z kredytów hipotecznych. Często też sięgamy po pożyczki przez internet, chwilówki bez zaświadczeń i tym podobne. Żeby wciąć taką pożyczkę nie musimy mieć zgody małżonka – ba! – Małżonek nawet nie musi o nich wiedzieć.  Jak sprawa wygląda w takim przypadku?

Jeśli obydwoje małżonkowie biorą chwilówkę, to obydwoje muszą ją spłacać. W innym wypadku, po rozwodzie spłaca ten, kto ją wziął. No chyba, że środki z pożyczki były przeznaczone na pokrycie wydatków rodzinnych. Wtedy bank czy inna firma pożyczkowa może zażądać spłaty od drugiego małżonka.

Czas rozstania bywa bardzo trudny. Ciężko wtedy opanować emocje, one często biorą górę. Mimo tego, że nie są dobrym doradcą, dopuszczamy je do głosu. Jednak na czas negocjacji dotyczących podziału majątku czy spłaty zobowiązań zaciągniętych w czasie trwania małżeństwa warto zachować zdrowy rozsądek.

Foto: Shutterstock
4 min. czytania

W zdrowiu i w chorobie. Na dobre i na złe. Stajemy na ślubnym kobiercu, w tym momencie jesteśmy przekonani, że będzie tak jak sobie przyrzekamy. Życie jednak weryfikuje wszystko. Mijają czasami lata, czasami miesiące i dochodzimy do wniosku, że to jednak nie to. Popadamy w rutynę, być może poznajemy inną, na ten czas bardziej interesującą osobę. Podejmujemy decyzję o rozstaniu. Jeżeli do takiego wniosku dochodzimy obydwoje i rozstajemy się w zgodzie i w porozumieniu, to możemy sobie pogratulować.

Ale takich rozwodów jest chyba jednak niewiele. Zwykle to bardzo trudny czas, nafaszerowany nerwami, negatywnymi emocjami. Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Rozwód został orzeczony, mijają miesiące, a tu niespodzianka – dowiadujemy się, że nasz były czy była ma długi. A co gorsza, nie reguluje ich a wierzyciele chcą je ściągnąć od nas.

Co z tymi długami eksmałżonka?

Mogłoby się wydawać, że sąd rozstrzygnie wszystkie nasze problemy, podzieli wszystko tak jak należy. Tymczasem w sądzie, owszem, na nasz wniosek podzielimy majątek, ale zadłużeniem wynikającym z kredytów, czy zaciągniętych pożyczek przez internet bez zaświadczeń, sąd się nie zajmuje.

Załóżmy, że przed rozwodem zamieszkiwaliśmy w domu, który wspólnymi siłami wybudowaliśmy, oczywiście ze wsparciem kredytowym, zaciągniętym na 25 lat. W chwili rozwodu żona zostaje w domu, mąż bierze samochód i starą kawalerkę. Ale żona nigdy nie pracowała, ma problem ze znalezieniem pracy i nie spłaca rat kredytu.

Bez dwóch zdań były mąż może się spodziewać, że bank będzie się starał ściągnąć dług od niego. To, że eksmąż już nie mieszka w tym domu, absolutnie nie zwalnia go ze spłaty zadłużenia. Raty trzeba regulować i tyle. Mało tego, nawet, gdy mąż spłacałby swoją połowę raty, a żona by się uchylała, i tak mąż zostanie pociągnięty do spłacania również części żony.

Banku nie obchodzi zupełnie nasz rozwód

Podpisaliśmy umowę kredytową, w której obydwoje jesteśmy tak samo zobowiązani do regulowania należności. To dość skomplikowane sytuacje, trudne do przewidzenia, więc ciężko się przed nimi zabezpieczyć.

Z pewnością kwestie majątkowe lepiej podzielić polubownie. Można to zrobić przed notariuszem. To mniej stresująca no i tańsza forma. Polega na spisaniu umowy między małżonkami. W treści jest zawarty wypracowany podział majątku, poprzez wskazanie przedmiotów i ich wartości. Gdyby się okazało, że po podziale majątek jednego z eksmałżonków jest większy, w jednej umowie można też określić sposób rekompensaty dla drugiego.

Co z tym zrobić? Czy jest jakieś wyjście z tej patowej sytuacji?

Co zrobić w takiej sytuacji, gdy opuszczamy nasz dom wybudowany na kredyt i zostają nam tylko raty do spłaty? W takiej sytuacji najkorzystniejszym rozwiązaniem będzie przeniesienie kredytu na małżonka, który w przedmiotowym domu pozostał. W tym celu obydwoje powinni się udać do banku i złożyć stosowny wniosek. To jeszcze nie koniec.

Bank zanim sporządzi aneks do umowy, gruntownie sprawdzi sytuację finansową osoby, na którą miałby być scedowany pozostały dług. Być może ta osoba nie będzie miała tak wysokiej zdolności kredytowej, aby spłacać całość zobowiązania. Gdy ryzyko będzie zbyt duże, wówczas nie mamy, co liczyć na pozbycie się długu. Będziemy płakać i płacić.

A co z innymi długami?

W czasie trwania małżeństwa korzystamy nie tylko z kredytów hipotecznych. Często też sięgamy po pożyczki przez internet, chwilówki bez zaświadczeń i tym podobne. Żeby wciąć taką pożyczkę nie musimy mieć zgody małżonka – ba! – Małżonek nawet nie musi o nich wiedzieć.  Jak sprawa wygląda w takim przypadku?

Jeśli obydwoje małżonkowie biorą chwilówkę, to obydwoje muszą ją spłacać. W innym wypadku, po rozwodzie spłaca ten, kto ją wziął. No chyba, że środki z pożyczki były przeznaczone na pokrycie wydatków rodzinnych. Wtedy bank czy inna firma pożyczkowa może zażądać spłaty od drugiego małżonka.

Czas rozstania bywa bardzo trudny. Ciężko wtedy opanować emocje, one często biorą górę. Mimo tego, że nie są dobrym doradcą, dopuszczamy je do głosu. Jednak na czas negocjacji dotyczących podziału majątku czy spłaty zobowiązań zaciągniętych w czasie trwania małżeństwa warto zachować zdrowy rozsądek.

Foto: Shutterstock

Dodaj komentarz

error: