Konsekwencje ujawniania danych osobowych w Internecie

Choć większość z nas ceni sobie prywatność, to niewiele osób ma opory przed otwartym dzieleniem się osobistymi elementami życia na portalach społecznościowych. Obecnie złodziej nie musi włamywać się do naszego mieszkania, aby wejść w posiadanie naszych pieniędzy. Antywłamaniowe drzwi i rolety nie uchronią nas przed osobami, które wykorzystując najnowsze technologie, potrafią narobić nam poważnych kłopotów finansowych.

Co gorsze, często sami ściągamy na siebie zagrożenie poprzez niefrasobliwe upublicznianie swoich danych osobowych, które z pozoru mogą wydawać się nieistotne. Nie dajmy się jednak uśpić i zawsze pamiętajmy o ostrożnym dzieleniu się nawet niepozornymi informacjami w sieci.

W sieci, czyli na zawsze

W Internecie nic nie ginie. Po prostu. Musimy zatem mieć świadomość, że wszystko, co wrzucamy do sieci nawet na kilka chwil, pozostanie w niej na zawsze. A to oznacza, że wszelkie udostępnione przez nas informacje mogą dostać się w niepowołane ręce. Wszystkie zdjęcia czy posty, które umieszczamy w mediach społecznościowych, stanowią istną skarbnicę wiedzy dla każdego, kto wie jak z nich skorzystać.

W taki sposób zdradzamy nasz adres, informacje o naszych rodzicach, rodzeństwie, dzieciach, samochodzie itd. Jeśli do tego wszystkiego w niepowołane ręce wpadnie nasz numer PESEL i numer dowodu osobistego, to wkrótce może okazać się, że mamy do spłacenia spory kredyt, którego nigdy nie widzieliśmy na oczy.

Do czego może posłużyć nasz PESEL?

Znajomość tylko naszego numeru PESEL na niewiele przyda się złodziejowi, ale jeśli dodamy do tego takie dane jak imię, nazwisko oraz datę urodzenia, to z łatwością uda mu się podrobić nasz dowód osobisty. A to otwiera mu już furtkę do:

  1. założenia konta bankowego,
  2. wzięcia chwilówki,
  3. wzięcia pożyczki ratalnej,
  4. założenia konta na portalu aukcyjnym i sprzedawania nieistniejącego towaru,
  5. sprzedaży konta na rynku wtórnym,
  6. ukrywania pieniędzy z przestępstw,
  7. podpisania umowy z operatorem telefonii komórkowej,
  8. wypożyczenia samochodu, którego nie zamierza zwrócić.

Obecnie z łatwością można otrzymać pożyczkę lub podpisać umowę z operatorem telefonii komórkowej poprzez Internet, telefon czy kuriera. Kurier zazwyczaj nie ma czasu na rzetelne potwierdzenie tożsamości osoby podpisującej umowę. Najczęściej wystarcza mu pobieżny rzut oka na dowód osobisty, więc nie ma szans na zorientowanie się, że został on podrobiony.

A o takie dokumenty dziś nie trudno. Wiele grup zarabia spore pieniądze na podrabianiu dowodów osobistych, paszportów, legitymacji studenckich czy prawa jazdy. A oszuści bez trudu wykorzystują je do wyłudzania pożyczek przez internet, a nawet kredytów bankowych.

Nielegalny dowód z legalnego źródła

Ostatnimi czasy w Internecie bardzo dobrze rozwija się biznes, który w znacznym stopniu ułatwia życie oszustom. Są to działania z pogranicza prawa, które narażają uczciwych ludzi, na prawdziwe niebezpieczeństwo. Polega to na tym, że bez trudu jesteśmy w stanie kupić przez Internet np. dowód osobisty, prawo jazdy z dowolnego kraju, dyplom ukończenia szkoły czy legitymację studencką.

Wydając około 300 zł, otrzymamy dokument do samodzielnego wypełnienia. Dorzucając do tego kilkaset złoty zakupimy jednak dokument, który wygląda niemal identycznie, jak prawdziwy dowód osobisty. Wystarczy podesłać zdjęcie oraz dane, które mają się znaleźć na dowodzie, a po 24 godzinach dokument będzie gotowy.

Firmy, które świadczą takie usługi, podkreślają, że tworzone przez nich dokumenty mają charakter kolekcjonerki. Niestety, na ich podstawie niejednej osobie udało się wyłudzić pożyczkę czy otworzyć konto w banku. Wystarczy, że oszust prześle do firmy zdjęcie i cudze dane, po czym z tak przygotowanym dowodem złoży wniosek o pożyczkę przez internet lub zrobi zakupy na raty.

Jak działa prawo?

Każdy, kto posługuje się nieprawdziwymi dokumentami lub wytwarza je i się nimi posługuje, zgodnie z polskim prawem podlega karze. Tak sformułowane przepisy wykorzystują firmy, które w ramach oferowanych usług tylko produkują „dokumenty”, ale się nimi nie posługują. Wedle przepisów nie łamią w ten sposób prawa. I nie ma znaczenia, w jaki sposób posłuży się takim dokumentem nabywca.

Dane cenniejsze niż złoto

Największą wartość w dzisiejszym świecie ma nie ropa czy złoto, ale dane. Firmy handlują nimi między sobą, nic sobie nie robiąc z naszej prywatności czy bezpieczeństwa. Nie mamy kontroli nad tym, co dzieje się z danymi, które podajemy w internecie, gdy zaznaczamy opcję zgody na przetwarzanie danych osobowych. Nie znaczy to, że skazani jesteśmy na porzucenie surfowania po Internecie. Jednak dla własnego dobra postarajmy się zadbać o swoją prywatność w sieci na tyle, o ile jest to możliwe.

Foto: Shutterstock

Choć większość z nas ceni sobie prywatność, to niewiele osób ma opory przed otwartym dzieleniem się osobistymi elementami życia na portalach społecznościowych. Obecnie złodziej nie musi włamywać się do naszego mieszkania, aby wejść w posiadanie naszych pieniędzy. Antywłamaniowe drzwi i rolety nie uchronią nas przed osobami, które wykorzystując najnowsze technologie, potrafią narobić nam poważnych kłopotów finansowych.

Co gorsze, często sami ściągamy na siebie zagrożenie poprzez niefrasobliwe upublicznianie swoich danych osobowych, które z pozoru mogą wydawać się nieistotne. Nie dajmy się jednak uśpić i zawsze pamiętajmy o ostrożnym dzieleniu się nawet niepozornymi informacjami w sieci.

W sieci, czyli na zawsze

W Internecie nic nie ginie. Po prostu. Musimy zatem mieć świadomość, że wszystko, co wrzucamy do sieci nawet na kilka chwil, pozostanie w niej na zawsze. A to oznacza, że wszelkie udostępnione przez nas informacje mogą dostać się w niepowołane ręce. Wszystkie zdjęcia czy posty, które umieszczamy w mediach społecznościowych, stanowią istną skarbnicę wiedzy dla każdego, kto wie jak z nich skorzystać.

W taki sposób zdradzamy nasz adres, informacje o naszych rodzicach, rodzeństwie, dzieciach, samochodzie itd. Jeśli do tego wszystkiego w niepowołane ręce wpadnie nasz numer PESEL i numer dowodu osobistego, to wkrótce może okazać się, że mamy do spłacenia spory kredyt, którego nigdy nie widzieliśmy na oczy.

Do czego może posłużyć nasz PESEL?

Znajomość tylko naszego numeru PESEL na niewiele przyda się złodziejowi, ale jeśli dodamy do tego takie dane jak imię, nazwisko oraz datę urodzenia, to z łatwością uda mu się podrobić nasz dowód osobisty. A to otwiera mu już furtkę do:

  1. założenia konta bankowego,
  2. wzięcia chwilówki,
  3. wzięcia pożyczki ratalnej,
  4. założenia konta na portalu aukcyjnym i sprzedawania nieistniejącego towaru,
  5. sprzedaży konta na rynku wtórnym,
  6. ukrywania pieniędzy z przestępstw,
  7. podpisania umowy z operatorem telefonii komórkowej,
  8. wypożyczenia samochodu, którego nie zamierza zwrócić.

Obecnie z łatwością można otrzymać pożyczkę lub podpisać umowę z operatorem telefonii komórkowej poprzez Internet, telefon czy kuriera. Kurier zazwyczaj nie ma czasu na rzetelne potwierdzenie tożsamości osoby podpisującej umowę. Najczęściej wystarcza mu pobieżny rzut oka na dowód osobisty, więc nie ma szans na zorientowanie się, że został on podrobiony.

A o takie dokumenty dziś nie trudno. Wiele grup zarabia spore pieniądze na podrabianiu dowodów osobistych, paszportów, legitymacji studenckich czy prawa jazdy. A oszuści bez trudu wykorzystują je do wyłudzania pożyczek przez internet, a nawet kredytów bankowych.

Nielegalny dowód z legalnego źródła

Ostatnimi czasy w Internecie bardzo dobrze rozwija się biznes, który w znacznym stopniu ułatwia życie oszustom. Są to działania z pogranicza prawa, które narażają uczciwych ludzi, na prawdziwe niebezpieczeństwo. Polega to na tym, że bez trudu jesteśmy w stanie kupić przez Internet np. dowód osobisty, prawo jazdy z dowolnego kraju, dyplom ukończenia szkoły czy legitymację studencką.

Wydając około 300 zł, otrzymamy dokument do samodzielnego wypełnienia. Dorzucając do tego kilkaset złoty zakupimy jednak dokument, który wygląda niemal identycznie, jak prawdziwy dowód osobisty. Wystarczy podesłać zdjęcie oraz dane, które mają się znaleźć na dowodzie, a po 24 godzinach dokument będzie gotowy.

Firmy, które świadczą takie usługi, podkreślają, że tworzone przez nich dokumenty mają charakter kolekcjonerki. Niestety, na ich podstawie niejednej osobie udało się wyłudzić pożyczkę czy otworzyć konto w banku. Wystarczy, że oszust prześle do firmy zdjęcie i cudze dane, po czym z tak przygotowanym dowodem złoży wniosek o pożyczkę przez internet lub zrobi zakupy na raty.

Jak działa prawo?

Każdy, kto posługuje się nieprawdziwymi dokumentami lub wytwarza je i się nimi posługuje, zgodnie z polskim prawem podlega karze. Tak sformułowane przepisy wykorzystują firmy, które w ramach oferowanych usług tylko produkują „dokumenty”, ale się nimi nie posługują. Wedle przepisów nie łamią w ten sposób prawa. I nie ma znaczenia, w jaki sposób posłuży się takim dokumentem nabywca.

Dane cenniejsze niż złoto

Największą wartość w dzisiejszym świecie ma nie ropa czy złoto, ale dane. Firmy handlują nimi między sobą, nic sobie nie robiąc z naszej prywatności czy bezpieczeństwa. Nie mamy kontroli nad tym, co dzieje się z danymi, które podajemy w internecie, gdy zaznaczamy opcję zgody na przetwarzanie danych osobowych. Nie znaczy to, że skazani jesteśmy na porzucenie surfowania po Internecie. Jednak dla własnego dobra postarajmy się zadbać o swoją prywatność w sieci na tyle, o ile jest to możliwe.

Foto: Shutterstock

Dodaj komentarz

error: