Jak inwestować by stracić jak najmniej albo wcale?

4 min. czytania

Inwestować? Fajna sprawa. Jeśli się jeszcze wie, w co i ile, to już w ogóle może być ciekawie. Ale do tego niestety trzeba się, choć trochę na tym znać. Bo przepisów na zrobienie fortuny na inwestowaniu w Internecie znajdziemy mnóstwo – jak na wszystko. Jednak w przypadku, gdy nie mamy o tym zielonego pojęcia, nie znamy zasadniczych błędów popełnianych przez giełdowych laików, to porażkę mamy gwarantowaną. No chyba, że jesteśmy urodzonymi szczęściarzami.

Jeśli chcemy zarabiać na giełdzie, niestety – powinniśmy posiadać albo wiedzę fachową, albo całkiem sporo szczęścia. Korzystanie z jakichkolwiek poradników, gotowych przepisów na sukces mija się zupełnie z celem. Możemy tylko dodatkowo stracić pieniądze, nie dość, że inwestując w coś, na czym stracimy, to jeszcze na zupełnie zbędne porady.

Jak się okazuje takie inwestowanie, które przynosi zyski, albo nawet porządne zyski, to bardzo ciężka praca, to nieprzespane noce, to godziny, dni tygodnie spędzone na śledzeniu, obserwowaniu i analizowaniu giełdy. Dopiero po takim czasie możemy stwierdzić, że coś już wiemy i ewentualnie porwać się na próbę zainwestowania, gdy wydaje nam się, że jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zachowa.

Powinniśmy też liczyć się z tym, że pierwsze nasze kroki nas giełdzie nie koniecznie muszą się okazać naszym sukcesem a zyski z inwestycji, okazały się stratą. To z pewnością może skutecznie zniechęcić do dalszych poczynań. Jednak warto próbować dalej i nie poddawać się od razu.

Warto poznać kilka podstawowych błędów, które zwykle popełniają inwestorzy.

Najważniejsze – nie wrzucaj wszystkiego do jednego portfela

W momencie, kiedy dopiero, co rozpoczynamy swoją karierę na giełdzie nie powinniśmy się czuć na tyle pewnie, żeby zainwestować oszczędności całego życia jednorazowo i w całości. To bardzo ryzykowne posunięcie, choćbyśmy nie wiem jak pewnie czuli się w swoich decyzjach. Tak nie robią nawet zawodowcy.

A co, jeśli nasza decyzja okaże się jednak błędna i stracimy wszystko? Zostaną nam tylko nieuregulowane rachunki i inne zobowiązania do spłaty. To nie jest dobry pomysł. Podobnie kiepsko wypada zaciąganie pożyczek czy zadłużania się wśród znajomych a konto przyszłych dochodów z inwestycji. Taki giełdowy, zapalony nowicjusz, to niezwykle podatny grunt dla wyrafinowanych oszustów.

Oni już tak potrafią „zamydlić oczy” świetnymi profitami, pewnym zyskiem, czy chociażby gwarancją zwrotu zainwestowanego kapitału. Zastanówmy się chwilę. Kto zaoferowałby nam taką pomoc i dałby nam zarobić, zabezpieczył nasz kapitał w razie niepowodzenia, jeśli tego samego mógłby dokonać samodzielnie, nie dzieląc się z nikim.

Odpowiedź jest prosta. Ktoś, kto ma zakusy na nasze oszczędności i żyje z wyszukiwania naiwnych osób a nie z trafionych inwestycji na giełdzie. Jak zweryfikować takiego osobnika? Wystarczy wiedzieć, jakie pytania mu zadać. Jeśli bez zająknięcia będzie wiedział jak na nie odpowiedzieć a odpowiedź będzie składna, nie zawaha się i nie okaże zdziwienia, to dobry znak. Może to nawet nie oszust.

Nie obstawiajmy „jednego konia” i to tego najmniej pewnego. W tłumaczeniu dosłownym: nie inwestujmy wszystkich oszczędności i innych dostępnych środków tylko i wyłącznie w giełdę. Podzielmy dostępną gotówkę na kilka części i każdą przeznaczmy na coś innego.

Znaczną część ulokujmy w bezpiecznych instrumentach inwestycyjnych, tj. obligacje, lokaty bankowe. Zysk nie będzie porażający – ale zawsze jakiś. Bo nie oszukujmy się gra na giełdzie, bez większego doświadczenia to spore ryzyko.

Zasada ograniczonego zaufania to podstawa

A jeśli już inwestować na giełdzie, to wybierać jedną spółkę, która akurat wpadła nam w oko, czy może obrać inną strategię? Zdecydowanie lepiej jest wybrać kilka i to zupełnie różnych nie tylko, co do wielkości, ale i branży. Wtedy mamy, choć niewielkie zapewnienie, że jeżeli akcje jednej firmy spadną, zawsze pozostaje nam szansa na odbicie strat w innej.

Nie dajmy się też zwariować. Jeśli zaraz po zakupie akcji okazuje się, że lecą one na łeb w dół. Emocje są złym doradcą. Ci, co przez jakiś czas obserwowali giełdę zanim przystąpili do inwestowania są w stanie ocenić cykliczność giełdy.

Nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Warto, więc czasami podjąć ryzyko, a nóż okaże się, że to był strzał w dziesiątkę.

Foto: Shutterstock
4 min. czytania

Inwestować? Fajna sprawa. Jeśli się jeszcze wie, w co i ile, to już w ogóle może być ciekawie. Ale do tego niestety trzeba się, choć trochę na tym znać. Bo przepisów na zrobienie fortuny na inwestowaniu w Internecie znajdziemy mnóstwo – jak na wszystko. Jednak w przypadku, gdy nie mamy o tym zielonego pojęcia, nie znamy zasadniczych błędów popełnianych przez giełdowych laików, to porażkę mamy gwarantowaną. No chyba, że jesteśmy urodzonymi szczęściarzami.

Jeśli chcemy zarabiać na giełdzie, niestety – powinniśmy posiadać albo wiedzę fachową, albo całkiem sporo szczęścia. Korzystanie z jakichkolwiek poradników, gotowych przepisów na sukces mija się zupełnie z celem. Możemy tylko dodatkowo stracić pieniądze, nie dość, że inwestując w coś, na czym stracimy, to jeszcze na zupełnie zbędne porady.

Jak się okazuje takie inwestowanie, które przynosi zyski, albo nawet porządne zyski, to bardzo ciężka praca, to nieprzespane noce, to godziny, dni tygodnie spędzone na śledzeniu, obserwowaniu i analizowaniu giełdy. Dopiero po takim czasie możemy stwierdzić, że coś już wiemy i ewentualnie porwać się na próbę zainwestowania, gdy wydaje nam się, że jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zachowa.

Powinniśmy też liczyć się z tym, że pierwsze nasze kroki nas giełdzie nie koniecznie muszą się okazać naszym sukcesem a zyski z inwestycji, okazały się stratą. To z pewnością może skutecznie zniechęcić do dalszych poczynań. Jednak warto próbować dalej i nie poddawać się od razu.

Warto poznać kilka podstawowych błędów, które zwykle popełniają inwestorzy.

Najważniejsze – nie wrzucaj wszystkiego do jednego portfela

W momencie, kiedy dopiero, co rozpoczynamy swoją karierę na giełdzie nie powinniśmy się czuć na tyle pewnie, żeby zainwestować oszczędności całego życia jednorazowo i w całości. To bardzo ryzykowne posunięcie, choćbyśmy nie wiem jak pewnie czuli się w swoich decyzjach. Tak nie robią nawet zawodowcy.

A co, jeśli nasza decyzja okaże się jednak błędna i stracimy wszystko? Zostaną nam tylko nieuregulowane rachunki i inne zobowiązania do spłaty. To nie jest dobry pomysł. Podobnie kiepsko wypada zaciąganie pożyczek czy zadłużania się wśród znajomych a konto przyszłych dochodów z inwestycji. Taki giełdowy, zapalony nowicjusz, to niezwykle podatny grunt dla wyrafinowanych oszustów.

Oni już tak potrafią „zamydlić oczy” świetnymi profitami, pewnym zyskiem, czy chociażby gwarancją zwrotu zainwestowanego kapitału. Zastanówmy się chwilę. Kto zaoferowałby nam taką pomoc i dałby nam zarobić, zabezpieczył nasz kapitał w razie niepowodzenia, jeśli tego samego mógłby dokonać samodzielnie, nie dzieląc się z nikim.

Odpowiedź jest prosta. Ktoś, kto ma zakusy na nasze oszczędności i żyje z wyszukiwania naiwnych osób a nie z trafionych inwestycji na giełdzie. Jak zweryfikować takiego osobnika? Wystarczy wiedzieć, jakie pytania mu zadać. Jeśli bez zająknięcia będzie wiedział jak na nie odpowiedzieć a odpowiedź będzie składna, nie zawaha się i nie okaże zdziwienia, to dobry znak. Może to nawet nie oszust.

Nie obstawiajmy „jednego konia” i to tego najmniej pewnego. W tłumaczeniu dosłownym: nie inwestujmy wszystkich oszczędności i innych dostępnych środków tylko i wyłącznie w giełdę. Podzielmy dostępną gotówkę na kilka części i każdą przeznaczmy na coś innego.

Znaczną część ulokujmy w bezpiecznych instrumentach inwestycyjnych, tj. obligacje, lokaty bankowe. Zysk nie będzie porażający – ale zawsze jakiś. Bo nie oszukujmy się gra na giełdzie, bez większego doświadczenia to spore ryzyko.

Zasada ograniczonego zaufania to podstawa

A jeśli już inwestować na giełdzie, to wybierać jedną spółkę, która akurat wpadła nam w oko, czy może obrać inną strategię? Zdecydowanie lepiej jest wybrać kilka i to zupełnie różnych nie tylko, co do wielkości, ale i branży. Wtedy mamy, choć niewielkie zapewnienie, że jeżeli akcje jednej firmy spadną, zawsze pozostaje nam szansa na odbicie strat w innej.

Nie dajmy się też zwariować. Jeśli zaraz po zakupie akcji okazuje się, że lecą one na łeb w dół. Emocje są złym doradcą. Ci, co przez jakiś czas obserwowali giełdę zanim przystąpili do inwestowania są w stanie ocenić cykliczność giełdy.

Nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Warto, więc czasami podjąć ryzyko, a nóż okaże się, że to był strzał w dziesiątkę.

Foto: Shutterstock

Dodaj komentarz

error: